Rozdział 1 !
Poniedziałek
, słoneczne lato każdy wesoły. A ja ? A ja nie chcę tu być. Nie chce patrzeć na
ten dom.Za dużo wspomnień. Kim jestem ? Jestem zwykła dziewczyną która ma 18
lat. Która straciła właśnie swoją kochająca matkę. A teraz gdzie mam pojść , zastanawiające nie prawdaż ? Może pod most ? Albo poprostu
odejść do mamy ? Ale nie , ja muszę jechać do mojego ojca do Kanady. Niby mnie
kocha ale zostawił mnie i mamę. A i jeszcze do tego ma syna który jest od mnie
starszy. Tak , tak jak był z moją mamą to ją zdradzał. Z Polski do Kanady
ciekawe...Zerknałam jeszcze ostni raz na dom i wsiadłam do taksówki. Kierowca
odwiózł mnie na lotnisko , zapłaciłam mu i wysiadłam. Szczerze ? Boję się lecieć
, mawiają że pierwszy raz najgorszy. Trudno i tak już nie mam po co żyć , dla
kogo żyć. Kierowałam sie w stronę bramek. Odprawa poszła szybko. Usiadłam z
tyłu samolotu . To czeka mnie teraz ciekawa podróż. Nagle usłyszałam głos : „
Dzień dobry państwu do kapitan Kowalski. Proszę zapiąć pasy zaraz startujemy.
Życzę miłego lotu.” I tyle było go słychać. Zapięłam posłusznie i niechętnie
pasy. Wsytartowaliśmy w sumie to nie było takie złe. No coż ale teraz TYLKO 8
godzin lotu. Chętnie sobie pośpię bo jakoś dziś w nocy nie mogłam spać ;/
----
8 GODZIN PÓŹNIEJ -------
Obudził
mnie nasz kochany pilot (czujecie ten sarkazm ? ) „Proszę znów zapiąć pasy
lądujemy za 3 min.” Och spałam 8 godzin ? Ciekawe. Zapiełam szybko pasy i już
zaraz poczułam jak lądujemy. Wyszłam pierwsza z samolotu. Odebrałam bagaż i
kierowałam się w stronę wyjścia. Ciekawe gdzie moj tatulek ? Zapomniał ? Bardzo
podobne do niego. W sumie to ładnie tutaj w tej Kanadzie. Nagle poczułam jak
ktos mnie ciągnie za podkuszlek.
-
Co ty robisz ? – krzyknęłam po Polsku. Jaka ze mnie idiotka , w Kanadzie po
polsku gadać. (dop.autora. nie beda pisac po angielsku poprotu bedzie napisane
kiedy mowi po ang.) – Co TY robisz ?- tym razem powiedziałam po angielsku.
Dobrze znam angielski więc dam sobie radę. Odwrociłam się i zobaczyłam
wysokiego bruneta z brązowymi oczami. Przystojny był.
-
Nicola Go-go-go – nie mógł powiedzieć mojego nazwiska śmieszne.
-
Nicola Gorzo. Tak to ja – mówiłam cały czas po angielsku.
-
A to dobrze – usmiechnął się – No więc jestem Justin. Kumpel syna twojego taty.
-
A moj tata nie mogł ruszyć dupy i przyjechać po mnie czy moj przyrodni brat ?
-
No tak jagby nie bo twój brat , przyrodni jest teraz z twoim tatą w szpitalu.
-
Super. – powiedziałam sarkastycznie – Czyli mój tata wysłał Ciebie , bo nie Ty
nie mogłeś zostać z swoim kumplem , a moim bratem przyrodnim ?
-
W sumie to tak.
-
Ten to umie wszystko zpierniczyć..
-
Ja ? – powiedział smutny.
-
Nie , nie ty. Mój tata. Dobra może już jedźmy ? – uśmiechnęłam sie stucznie.
Jutin kiwnął tylko głową że tak. Wziął moje bagaże i ruszliśmy w strone auta. Wsadził torby to
bagażnika. Usiadłam od strony pasażera i czekałam wszystko spakuje. Troche tego
było ale nie ważne. Zaraz usiadł ze kierownica i ruszył.
-
Nicola ? – zaczął nie pewnie. Popatrzyłam się w jego stronę.
-
Co ? – jezu ten to już od razu musi dupę
truć.
- Dlaczego nie nawidzisz tak swojego ojca ?
No
więc mamy 1 rozdział. Postanowiłam że sami sobie wyobrazicie postacie. Mam
nadzieje że sie podoba ;) Za jakiekolwiek błedy mi wybaczcie. Co do pojawiania
się rozdziałów to jeszcze nie wiem. Będą co 2/3 dni. Jak będzie ktoś czytał. I
będzie to zależało też od mojego czasu.
No więc wyszytkiego o postaciach dowiecie się w następnych rozdziałach.
@Jerry_Czuwa_69
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz